W konsultacjach uczestniczyli przedstawiciele władz miasta, radni, dyrekcja Samorządowej Szkoły Muzycznej i Zespołu Szkolno-Przedszkolnego, nauczyciele, rodzice uczniów, a także mieszkańcy Ostrowi Mazowieckiej i gmin ościennych. - Przez te konsultacje chcemy się dowiedzieć jakie państwo macie zdanie na temat wygaszania szkoły muzycznej. Państwa opinia jest dla nas bardzo ważna. Zostanie wzięta pod uwagę przy realizacji tego, co żeśmy zamierzyli. Chcemy powiedzieć dokładnie, jak wygląda budżet, z jakimi problemami mierzy się miasto i dlaczego wstępnie podjęliśmy decyzję o likwidacji szkoły muzycznej - powiedziała na wstępie Jolanta Zadroga. Słowa miały uspokoić nastroje, ale jednocześnie zapowiadały trudną rozmowę.
Dwie szkoły, jeden budynek
Samorządowa Szkoła Muzyczna I stopnia została powołana uchwałą Rady Miasta Ostrów Mazowiecka, na podstawie porozumienia zawartego z Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Placówka rozpoczęła działalność we wrześniu 2024 roku, a jej utworzenie było odpowiedzią na wieloletnie postulaty części mieszkańców, którzy wskazywali na ograniczoną dostępność edukacji muzycznej w modelu publicznym.
Do tego momentu jedyną instytucją oferującą systematyczne kształcenie muzyczne była Społeczna Szkoła Muzyczna I stopnia, działająca od 2004 roku. Choć posiadała już ugruntowaną pozycję, jej charakter sprawiał, że nie dla wszystkich rodzin była realną opcją. Utworzenie szkoły samorządowej postrzegano więc jako krok w stronę wyrównywania szans edukacyjnych i zwiększania dostępności kultury.
Podczas konsultacji wielokrotnie wracano do momentu tworzenia placówki. - W uzasadnieniu też nie było słowa o wpływie, o skutkach finansowych danego przedsięwzięcia. Radni pytali, pytali też na na sesjach, pytali na komisji i nikt nie przedstawił projektu finansowego danej inwestycji - przypominała Zadroga. W jej ocenie decyzja została podjęta zbyt pochopnie, bez zabezpieczenia środków na kolejne lata funkcjonowania.
Od początku działalności szkoła muzyczna funkcjonuje w budynku Szkoły Podstawowej nr 1. Rozwiązanie miało być tymczasowe, jednak z czasem zaczęło generować coraz więcej problemów organizacyjnych i pedagogicznych.
Katarzyna Krupińska, dyrektorka ds. oświaty w Urzędzie Miasta Ostrów Mazowiecka mówiła wprost, że problemem nie jest sama szkoła muzyczna, tylko jej lokalizacja. Przytaczała konkretne dane. - Drodzy państwo, na 505 dzieci, które będą uczęszczały w roku 2026/2007 do Szkoły Podstawowej nr 1, która wchodzi w skład Zespołu Szkolno-Przedszkolnego, ma pani dyrektor do wykorzystania 12 sal lekcyjnych. Natomiast dla 54 dzieci ze szkoły muzycznej, z całym szacunkiem, jest pięć klas - mówiła. Jej zdaniem prowadzi to do nadmiernego obciążenia przestrzeni.
Następnie wskazywała również na hałas i różne rytmy pracy obu szkół. - Przerwy są inne w szkole podstawowej, inne w szkole muzycznej. W momencie kiedy trwa sprawdzian w szkole podstawowej, dzieci ze szkoły muzycznej mogą mieć przerwy, tak mają. I to są realia, ja naprawdę nie tego złośliwie, tak to wygląda - tłumaczyła. Zwracała także uwagę na kwestie bezpieczeństwa i zwiększony ruch na korytarzach.
Matematyka, która się nie domyka
Najwięcej czasu podczas konsultacji poświęcono finansom. Zastępczyni burmistrza nie ukrywała, że to one stały się impulsem do rozważenia wygaszenia szkoły. - Budżet miasta nie jest z gumy. Czyli jeżeli my mamy 100 milionów, to możemy wydać 100 milionów. Jeżeli mamy 50 milionów, to dajemy 50 milionów. My musimy jako rada miasta rozważyć na co wydamy te pieniądze - podkreślała.
Z przedstawionych wyliczeń wynikało, że w 2026 roku potrzeba oświatowa dla szkoły muzycznej miała wynieść około 439.000 zł, podczas gdy całkowity koszt jej funkcjonowania przekraczał 1.180.000 zł. - Dlaczego edukacja muzyczna jest taka droga? Porównajmy to do modelu sportowego. Mamy 600 dzieciaków, dokładamy do tego około 200 tysięcy. To dlatego, że mamy jednego trenera, ilość dzieciaków i my jako miasto nie finansujemy w 100% tego kształcenia. Dokładamy tylko klubom sportowym. Kluby sportowe też finansują z własnych składek. Natomiast model muzycznyjest o tyle drogi, dlatego że tam jest najczęściej relacja jedno dziecko i jeden nauczyciel - tłumaczyła Jolanta Zadroga.
Około 35% dzieci uczęszczających do placówki pochodzi z gmin ościennych, co - zdaniem władz - rodzi pytania o sprawiedliwy podział kosztów. - My, mieszkańcy miasta, dofinansowujemy mieszkańców gmin ościennych, gdzie mogą dzieciaki realizować naukę w naszej szkole. A wiecie państwo, budżet naszego miasta, to są podatki mieszkańców naszego miasta. My wszystko dofinansujemy - argumentowała. W jej ocenie brak mechanizmu współfinansowania jest jednym z problemów obecnego modelu.
Władze miasta zwrócilły się z propozycją dopłat do edukacji mieszkańców innych gminy powiatu ostrowskiego, jednak nie uzyskały odpowiedzi. W tej sprawie zorganizowano w Starostwie Powiatowym w Ostrowi Mazowieckiej specjalnie spotkanie, które nie spotkało się z dużym zainteresowaniem. Poza przedstawicielami miasta Ostrów Mazowiecka, przybyli na nie jedynie: wójt gminy Nur Rafał Kruszewski oraz sekretarz gminy Zaręby Kościelne Dorota Subda. Jak przyznało starostwo, wszystkie strony pozostały przy swoich stanowiskach.
Szukając ratunku w systemie
Podczas konsultacji społecznych omawiano również próby znalezienia rozwiązań instytucjonalnych. Jednym z nich było współfinanowanie szkoły, a także przekazanie pod skrzydła powiatu lub ministerstwa. - Wysłaliśmy pismo do powiatu, w którym rzeczywiście wystąpiliśmy do powiatu o to, żeby powiat przejął tą szkołę, a my jako samorząd miejski będziemy finansowali - w części, która będzie dotyczyła naszych dzieciaków - tą szkołę w taki sposób, żeby ona istniała. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi na to pytanie - mówił burmistrz Hubert Betlejewski.
Drugim kierunkiem były rozmowy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. - Przejęcie prowadzenia szkoły przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest możliwe z punktu widzenia formalnego. Należy jednak pamiętać, że szkoła muzyczna nie posiada samodzielnej siedziby. Przejęcie przez ministra prowadzenia szkoły jest możliwe jedynie w przypadku, w którym jednostka samorządu terytorialnego przekaże na własność Skarbu Państwa nieruchomość nadającą się na siedzibę tej szkoły. W innym przypadku wracamy się na poważne problemy związane z zapewnieniem w szkole właściwych warunków funkcjonowania - relacjonował Betlejewski.
Według informacji przekazanych podczas spotkania resort kultury sygnalizował, że przez najbliższe lata prowadzenie szkoły byłoby dla budżetu państwa finansowo niekorzystne. - Dodatkowo ze względu na fakt, iż szkoła działa dopiero niecałe dwa lata, przejęcie szkoły będzie bardzo niekorzystne finansowo dla działu Kultura i Ochrona Dziedzictwa Narodowego. Wraz z przejęciem prowadzenia szkoły przekazywane są również środki finansowe w budżecie państwa pomiędzy działami. W tym przypadku byłyby to jedynie środki związane z początkową fazą istnienia szkoły, a Ministerstwo Kultury musiałoby pokryć wydatki związane z uruchamianiem dalszych roczników ze środków własnych - kontynuował burmistrz, mówiąc że przez następne 2-3 lata nie pojawią się środki.
Następnie włodarz odniósł się do planowanej uchwały intencyjnej dotyczące wygaszania szkoły muzycznej. Podkreślał, że dokument jest zabezpieczeniem w razie niepowodzenia każdego innego rozwiązania, a nie stuprocentową decyzją o likwidacji placówki. - Jeszcze raz powtarzam, ta uchwała intencyjna, bo to nie jest uchwała kończąca działalność tej szkoły, tylko to jest uchwała zabezpieczająca w razie tego najgorszego scenariusza, że nie pozyskamy tych źródeł finansowania, zabezpieczając te dzieci, które już w tej chwili uczestniczą w tej szkole, że będą mogły zakończyć edukację. To jest taki bezpiecznik, który musimy zrobić. Tak jak tutaj pani dyrektor stwierdziła, ta uchwała nie obliguje nas do tego, żeby tą szkołę zamknąć. My sobie dajemy przestrzeń czasową na to - mówił Betlejewski.
Burmistrz podkreślił również, że uchwała intencyjna może zostać cofnięta, jeśli pojawi się stabilne źródło finansowania.
Malejący nabór, rosnące obawy
Władze miasta zwracały uwagę na spadek zainteresowania szkołą muzyczną. W pierwszym roku działalności zgłosiło się 76 kandydatów, w kolejnym już tylko 36. - Jest o ponad 50% spadek chętnych uczniów do tej szkoły - mówiła Jolanta Zadroga. Zdaniem władz dalsze zmniejszanie się liczby uczniów mogłoby prowadzić do jeszcze większego wzrostu kosztów jednostkowych kształcenia.
Argument został szybko zbity przez rodziców, którzy twierdzili, że zapowiedzi wygaszania szkoły same w sobie niszczą jej przyszłość. Rodzice zwracali uwagę, iż atmosfera niepewności, medialne wypowiedzi i publiczne procedowanie uchwały intencyjnej zniechęciły część rodzin do zapisywania dzieci, a nie spadek jej atrakcyjności.
"To coś więcej niż szkoła"
Choć władze miasta operowały językiem liczb, tabel i prognoz, rodzice uczniów konsekwentnie przypominali, że za każdą pozycją budżetową stoją konkretne dzieci, ich wysiłek, rozwój i życiowe plany.
Rodzice przyznawali, zgadzając się niejako z władzami miasta, że błędem było utworzenie szkoły bez długofalowego zabezpieczenia finansowego, jednak podkreślali, iż to nie radni, nie urzędnicy, tylko dzieci płacą za pochopność. Mówili również o konkretnym wysiłku dzieci, który w ich ocenie bywa pomijany w publicznych narracjach sprowadzających szkołę do kosztu.
Głos w sprawie zabrała również Joanna Jabłczyńska, której dzieci również uczęszczają do szkoły muzycznej. - Chciałam się zapytać, czy w radzie miasta są nadal radni, którzy byli radnymi w 2023 roku, bo zachowali się po prostu jak nieodpowiedzialni rodzice. To jest właśnie tak, jak z dzieckiem - urodzić dziecko, a po dwóch latach zastanawiać się, skąd wziąć na nie pieniądze. Chodzi o to, że te dzieciaki zostały na lodzie. Rodzice, którzy zapisali dzieci, są Bogu ducha winni, a już najbardziej te dzieciaki, które są zaangażowane i które rzeczywiście się rozwijają. Więc teraz ci sami radni - dwa lata później, trzy lata później - powinni wziąć za to odpowiedzialność, tak jak odpowiedzialni ludzie. Generalnie nie powinno być ruchów wygasających, likwidujących, bo to jest po prostu nieodpowiedzialne. I to właśnie ci sami radni powinni wziąć za to odpowiedzialność - mówiła.
W dyskusję włączyli się radni. - Kto by chciał w pana biznes zainwestować czy z panem zawrzeć jakąkolwiek umowę, jeśli pan by wszystkim wkoło powiedział: "proszę pana, ale ja będę ten interes swój wygaszać". Mówienie o tym, że jakaś kadencja rady nie zabezpieczyła środków, ma pan zabezpieczone środki, które rada miasta przegłosowała, w związku z tym ma pan zagwarantowane środki. Jaki nauczyciel z Łodzi czy Ostrołęki przyjedzie i będzie z panem wiązał przyszłość? No podejrzewam, że żaden. I wtedy niby pan nie chce, a realizuje czarny scenariusz dla dzieci, rodziców i tego miasta - krytykował radny Krzysztof Laska.
Burmistrz szybko skontrował, że jako osoba odpowiedzialna za finanse publiczne musi brać pod uwagę również najgorsze warianty i opierać się wyłącznie na formalnych decyzjach oraz dokumentach, a nie deklaracjach bez pokrycia. Potwierdził, iż jeśli zobaczy na swoim biurku dokument, który zapewni finansowanie placówki, to szkoła na pewno nie zostanie zlikwidowana.
Poruszenie wywołało wystąpienie nauczycielki Katarzyny Nowickiej, która mówiła o sensie edukacji artystycznej, o latach własnej nauki i o dzieciach, które - wbrew dominującym trendom - wybierają systematyczną pracę nad instrumentem zamiast biernej konsumpcji treści cyfrowych. - Zabieram głos jako nauczyciel Samorządowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Ostrowi Mazowieckiej, jako młoda osoba po studiach, ale przede wszystkim jako ktoś, kto głęboko wierzy w sens edukacji artystycznej i w to, że uczeń jest zawsze najważniejszy. Uczenie to zawód szlachetny. To odpowiedzialność za drugiego człowieka, za jego rozwój, wrażliwość, przyszłość. Przeszłam 12 lat edukacji w szkole muzycznej, a następnie 5 lat studiów, by dziś móc stać tu i uczyć kolejne pokolenia dzieci. Nigdy nie sądziłam, że zaledwie kilka lat po zakończeniu własnej edukacji będę musiała walczyć o to, by inne dzieci mogły przejść dokładnie tę samą drogę, co ja. Mówię dziś stanowcze "nie" dla rozpoczęcia procesu wygaszania tej szkoły. Ta szkoła to nie są mury i koszty w tabeli budżetowej. To są dzieci, które w czasach, gdy młodzież ucieka w internet, w ekrany i samotność, wybierają ćwiczenie na instrumencie. To są uczniowie, którzy w sobotę, kiedy mogliby spać do południa, są w szkole już od godziny ósmej rano - mówiła Nowicka.
- Sprowadzenie całego tego procesu do komentarza "uszy mi więdły" jest okrutny i absolutnie niegodne osoby pełniącej funkcję publiczną. To wysyła bardzo niebezpieczny sygnał, że łatwiej jest krytykować dzieci, niż je wspierać. Zamykanie szkoły muzycznej poprzez wygaszanie nie jest oszczędnością. To rezygnacja z ambicji, z kultury, z rozwoju, z troski o przyszłość naszych dzieci. To odebranie im szansy, której sami kiedyś potrzebowaliśmy - odnosiła się do jednego z komentarzy radnej Małgorzaty Bartkiewicz.
Decyzja, która jeszcze nie zapadła
Konsultacje zakończyły się bez rozstrzygnięcia, ale z wyraźnym sygnałem, że przyszłość Samorządowej Szkoły Muzycznej I stopnia pozostaje jednym z najtrudniejszych i najbardziej symbolicznych tematów, przed jakimi stanął samorząd Ostrowi Mazowieckiej.
- Jeżeli dogadamy się i będziemy mieli wstępne porozumienie - też bym chciał, żeby państwo ewentualnie gdzieś uczestniczyli w tych końcowych już rozmowach - to wtedy wycofujemy uchwałę. Tylko ja muszę mieć coś na dokumencie. Zrozumcie mnie, po prostu jako jako zarządzającego miastem, który musi się opierać na dokumentach, a nie jakichś hipotetycznych rzeczach, tak? - apelował Hubert Betlejewski.
Z kolei Jolanta Zadroga mówiła: - Ta decyzja nie jest polityczna. Nie chcemy wyrzucić dzieci na bruk. To nie prawda, że miasto nie chce szkoły. Słowa wywołały zarówno przytakujące gesty, jak i oznaki sprzeciwu.
Rodzice jasno deklarowali, że nie zamierzają pozostawać bierni. Podczas konsultacji padło pytanie, w jaki sposób mogą realnie wesprzeć działania na rzecz utrzymania szkoły. - Więc panie burmistrzu, jak my jako rodzice możemy pana wesprzeć? - pytała przewodnicząca rady rodziców Joanna Dziesińska. - Presją - odpowiedział szybko Betlejewski. - Presją na inne samorządy, presją na Ministerstwo Kultury, bo kiedy ja dojechałem do Ministerstwa Kultury, to już państwa lista była. To żeby było jasne.
Sprawa szkoły muzycznej szybko wykroczyła poza lokalne forum. Zainteresowały się nią media ogólnopolskie, a rodzice rozpoczęli zbiórkę podpisów pod petycją internetową. Presja społeczna stała się jednym z głównych narzędzi wpływu na dalsze decyzje. - My jako rodzice zbieramy podpisy pod petycją. Społeczność miasta i okolic jasno pokazuje, że chce, aby ta szkoła istniała. Wyrażamy wolę pomocy i współpracy. Szukajmy razem rozwiązań - mówiła przewodnicząca rodziców.
Petycja, o której wspomniano, jest dostępna na stronie petycjeonline.com.
Więcej niż lokalny konflikt
Sytuacja pozostaje patowa. Trwają rozmowy z ministerstwem i innymi samorządami, jednak brak konkretnych deklaracji finansowych sprawia, że przyszłość szkoły nadal stoi pod znakiem zapytania. W międzyczasie opublikowano planowany porządek obrad XX sesji, która odbędzie się 5 lutego 2026, w którym nadal znajduje się projekt uchwały w sprawie zamiaru likwidacji Samorządowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Ostrowi Mazowieckiej poprzez wygaszenie klas, co znów rozpaliło opinię publiczną.
Spór o Samorządową Szkołę Muzyczną I stopnia stał się symbolem szerszego problemu. Pokazał, jak trudne są decyzje podejmowane na styku finansów, emocji społecznych i długofalowej odpowiedzialności.
Bez względu na ostateczne rozstrzygnięcie, sprawa pozostanie ważną lekcją nie tylko dla lokalnych samorządowców, ale może stanowić przykład dla każdego samorządu w kraju, stanowiąc lekcję o konieczności rzetelnego planowania, dialogu społecznego, a także odwagi w obronie wartości, które nie zawsze dają się łatwo przeliczyć na liczby w budżetowej tabeli.
Otwarte spotkanie ws. Samorządowej Szkoły Muzycznej i Zespołu Szkolno-Przedszkolnego (22.01.2026)
Ilość zdjęć w albumie: 36






Komentarze
Komentarze publikowane pod artykułami są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.