Na pierwszy rzut oka to krok w stronę uporządkowania systemu ochrony ludności. W praktyce jednak nowe przepisy mogą szybko ujawnić poważny problem: większość samorządów nie ma dziś narzędzi, które pozwalałyby podejmować takie decyzje w sposób merytoryczny i obronić je przed ewentualnym sporem z inwestorem.
Decyzja musi być uzasadniona
Postanowienie wydawane przez gminę nie może być arbitralne. Ustawa wymaga uzasadnienia, w którym trzeba wskazać konkretne przesłanki: dlaczego dla danego obiektu wybrano określoną kategorię odporności, a także z czego wynika wskazana pojemność budowli ochronnej.
To oznacza, że samorząd powinien dysponować wcześniejszą analizą potrzeb dla całego miasta lub gminy. Bez niej trudno odpowiedzieć na podstawowe pytania: dlaczego budowla ma mieć kategorię S-1, a nie U-2? Dlaczego ma pomieścić 300 osób, a nie 1.000? Jeśli takich danych nie ma, uzasadnienie może okazać się zbyt słabe, a samo postanowienie podatne na skuteczne zakwestionowanie.
Dodatkowym problemem jest czas. Termin 45 dni może być wystarczający na wydanie decyzji opartej na gotowym planie, ale zdecydowanie za krótki, by od zera przygotować analizę zagrożeń, dostępności i potrzeb ochronnych dla konkretnej części gminy.
Bezczynność premiuje minimum
Ustawa przewiduje również mechanizm na wypadek bezczynności samorządu. Jeśli w ciągu trzech miesięcy od zawiadomienia inwestora gmina nie wyda postanowienia, inwestor zyskuje prawo do zaprojektowania budowli ochronnej o najniższej kategorii odporności i pojemności zaledwie 30 osób.
Z perspektywy miejscowości taki wariant rzadko będzie korzystny. Zamiast obiektu odpowiadającego lokalnym potrzebom, powstanie rozwiązanie minimalne, spełniające jedynie ustawowe minimum. W praktyce może to oznaczać zmarnowanie jednej z niewielu okazji do stopniowego budowania systemu ochrony ludności przy okazji nowych inwestycji.
Zdaniem ekspertów kluczowe staje się przygotowanie przez samorządy planów rozmieszczenia obiektów zbiorowej ochrony. Takie dokumenty powinny określać lokalizacje, pojemności i kategorie budowli ochronnych dla całego miasta, na podstawie danych demograficznych, analizy zagrożeń i rzeczywistych dróg dojścia.
- Polskie samorządy pilnie potrzebują narzędzia operacyjnego, czyli planów rozmieszczenia obiektów zbiorowej ochrony, określających lokalizacje, pojemności i kategorie budowli ochronnych dla całego miasta, ustalone na podstawie danych demograficznych, analizy zagrożeń i dróg dojścia. Bez takiego planu każda decyzja podejmowana w 45-dniowym terminie będzie podejmowana w ciemno - komentuje Piotr Jarosz, prezes wrocławskiej firmy inżynierskiej Holdfort, specjalizującej się w infrastrukturze ochronnej.
Ponad 32 tysiące obiektów to minimum dla Polski
Jak wynika z analizy przygotowanej przez Holdfort, Polska potrzebuje co najmniej 32.376 budowli ochronnych. To nie jest szacunek orientacyjny, ale wynik badania obejmującego 1.026 polskich miast - w tym 18 miast wojewódzkich, 321 powiatowych i 687 gminnych - oraz obszary wiejskie.
Analiza została oparta na danych GUS i izochronach rzeczywistych dróg dojścia, z uwzględnieniem przeszkód terenowych takich jak rzeki, tory kolejowe czy ogrodzenia osiedli. Przyjęto standard dostępności wynoszący 500 m drogi dojścia w zwartej zabudowie miejskiej oraz 1.000 m poza miastami.
Wyniki wskazują na potrzebę budowy:
- 4.739 budowli ochronnych w miastach wojewódzkich,
- 12.850 w pozostałych miastach,
- 14.787 na obszarach wiejskich.
Łącznie daje to 32.376 obiektów.
Specjaliści zastrzegają jednak, że to jedynie dolna granica. Po uwzględnieniu lokalnej demografii, ukształtowania terenu, specyfiki zagrożeń oraz konieczności zabezpieczenia rezerw na potrzeby ewakuacji ludności z innych regionów kraju, realne zapotrzebowanie może być wyższe.
Finlandia pokazuje skalę różnicy
Skalę wyzwania dobrze obrazuje porównanie z Finlandią. Kraj liczący 5,5 mln mieszkańców ma ponad 50 tys. schronów, z czego same Helsinki dysponują około 5 500 obiektami tego typu.
Fiński model opiera się głównie na żelbetowych schronach wbudowanych w piwnice zwykłych budynków - biurowców, bloków mieszkalnych, szkół czy szpitali. W czasie pokoju pełnią one funkcje użytkowe, np. sal gimnastycznych, przestrzeni rekreacyjnych czy parkingów rowerowych. W razie zagrożenia mogą zostać przystosowane do funkcji ochronnej w ciągu 72 godzin: uruchamiane są systemy filtrowentylacji, zamykają się gazoszczelne drzwi, a obiekt staje się pełnowartościowym schronem.
Co istotne, fiński system nie opiera się na "miejscach doraźnego schronienia". Tamtejsze obiekty to pełne schrony, a nie rozwiązania tymczasowe. Według autorów analizy, aby osiągnąć porównywalny poziom pokrycia, Polska potrzebowałaby nie 32 tys., lecz ponad 300 tys. budowli ochronnych.
- Polski Kowalski w 2030 roku w najlepszym razie znajdzie schronienie w piwnicy własnego budynku, ale taka piwnica nie ochroni go przed dymem z pożaru pobliskiego zakładu chemicznego. Fiński sąsiad ma pod blokiem schron z prawdziwego zdarzenia. Różnica nie jest ilościowa, tylko jakościowa - podkreśla Jarosz.
Projekt na dekady
Nowelizacja z 29 maja nie rozwiązuje problemu, ale uruchamia pierwszy realny mechanizm, który może stopniowo zmieniać sytuację. Sama ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej obowiązuje od 1 stycznia 2025, natomiast nowe przepisy proceduralne przekładają jej założenia na konkretne obowiązki dla samorządów i inwestorów.
Zdaniem ekspertów narzędzia metodologiczne są już dostępne. Opracowanie planu rozmieszczenia obiektów zbiorowej ochrony i strategii inwestycyjnej dla miasta może zająć od 3 do 6 miesięcy. Z kolei pilotażowa inwestycja w postaci dwufunkcyjnego schronu pod boiskiem szkolnym typu Orlik S-1 mogłaby zostać zrealizowana w ciągu 6-9 miesięcy.
Najważniejsze jest jednak podejście długofalowe. Systemu ochrony ludności nie da się zbudować jedną ustawą, w rok ani w trakcie jednej kadencji samorządu. To proces rozpisany na 20-30 lat, który powinien być realizowany przy okazji inwestycji i tak planowanych przez miasta i gminy.
- Ochrony ludności nie da się zbudować w jeden rok ani w jedną kadencję. To minimum dwadzieścia, trzydzieści lat regularnego budowania, najlepiej w ramach inwestycji, które samorząd i tak prowadzi. Każda nowa szkoła, każde nowe osiedle, każda nowa stacja metra to potencjalna lokalizacja schronu. Nie wolno zmarnować potencjału, jaki daje artykuł 95a. Każdy nowy budynek użyteczności publicznej, którego dziś nie wykorzystamy, to luka w systemie ochrony na kolejne dziesięciolecia - zaznacza Piotr Jarosz.




Komentarze
Komentarze publikowane pod artykułami są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.