Wszystko zaczęło się od małego listka i dźwięku, który można było z niego wydobyć. Kilka tygodni później ta niepozorna chwila stała się inspiracją do wyjątkowego spotkania w Galerii Sztuki Jatki w Ostrowi Mazowieckiej. W czwartek 29 października odbyło się kolejne wydarzenie z cyklu "Kobiety Kobietom", tym razem pod hasłem "Wewnętrzna cisza". Jego bohaterem był Józef Broda - artysta, pedagog i twórca instrumentów ludowych, którego gospodarze wieczoru nazwali "Czarodziejem z Koniakowa".
Spotkanie przygotowane przez Miejski Dom Kultury połączyło projekcję filmu Miłosławy Skoczek-Śliwińskiej "Pustynia, miejsce wzrostu", rozmowę z Józefem Brodą oraz koncert Katarzyny Brody-Firli i Barta Pałygi. Nie był to jednak zwykły wieczór złożony z kolejnych punktów programu. Organizatorzy zaprosili publiczność do zatrzymania się, uważnego słuchania i poszukania własnego znaczenia ciszy.
Wszystko zaczęło się od listka
Historię, która stała się początkiem wydarzenia, opowiedziała Miłosława Skoczek-Śliwińska, dyrektor Miejskiego Domu Kultury i autorka cyklu "Kobiety Kobietom".
Inspiracją były warsztaty śpiewu białego prowadzone przez Katarzynę Brodę-Firlę w Koniakowie. Po jednym z zajęć uczestnicy stali przed domem, rozmawiali, pili kawę i podziwiali góry. Wtedy pojawił się Józef Broda. Wziął do ręki zwykły listek i zaczął na nim grać.
- I nagle okazuje się, że nie potrzeba wielkiej sceny, instrumentu za wielkie pieniądze ani specjalnych okoliczności, aby wydarzyło się coś niezwykłego - wspominała Miłosława Skoczek-Śliwińska.
Ten prosty gest został z nią na długo. Po trzech dniach warsztatów pozostały tęsknota i niedosyt, a także pragnienie, by niezwykłe spotkanie z muzyką i naturą przenieść na mazowiecki grunt.
- Czasami najciekawsze pomysły nie rodzą się przy biurku. Nie wynikają ze strategii ani z kalendarza wydarzeń. Rodzą się z jakiegoś spotkania, z jednego gestu, z dźwięku, z opowieści, która zostaje z nami na dłużej - podkreślała dyrektor MDK.
Więcej ciekawości niż oczekiwań
Cykl "Kobiety Kobietom" od początku poświęcony jest kobiecemu doświadczeniu, emocjom i poszukiwaniu własnej drogi. Tym razem organizatorzy postanowili poszerzyć perspektywę i zaprosić uczestników do refleksji nad uważnością, obecnością oraz umiejętnością słuchania - siebie i innych.
- Chciałabym, abyśmy mieli dzisiaj w sobie więcej ciekawości niż oczekiwań. Bo kiedy z góry zakładamy, co się wydarzy, jaką odpowiedź usłyszymy i dokąd zaprowadzi nas rozmowa, często zamykamy się na to, co nieprzewidziane. A to właśnie w tych nieplanowanych momentach wydarza się coś najważniejszego - mówiła Miłosława Skoczek-Śliwińska.
Przedstawiając głównego gościa, nawiązała do szwajcarskiego psychiatry i psychoanalityka Carla Gustava Junga, nazywanego niegdyś "Czarodziejem z Zurychu".
- Pomyślałam sobie, że Józef Broda jest naszym Czarodziejem z Koniakowa. I z pewnością jest tu magia: w patrzeniu, w umiejętności wydobywania znaczeń z rzeczy pozornie zwyczajnych. Jest mądrość, która nie musi podnosić głosu, aby została usłyszana - mówiła.
Pustynia, na której zaczyna się wzrost
Pierwszym artystycznym doświadczeniem wieczoru była projekcja filmu "Pustynia, miejsce wzrostu" autorstwa Miłosławy Skoczek-Śliwińskiej.
Autorka zaprosiła widzów do spojrzenia na ciszę nie tylko jako brak dźwięku, lecz przede wszystkim jako przestrzeń spotkania z samym sobą. Przestrzeń, która może budzić lęk, ale jednocześnie prowadzić do wyzwolenia i wewnętrznej przemiany.
- Dla tych, którzy truchleją w ciszy, będzie przerażającą otchłanią, dla innych będzie aktem wyzwolenia. Cisza to dobrowolne odosobnienie, gdzie szukasz prawdy o sobie samym poza rajskim ogrodem, poza komfortem. Najtrudniej jest udać się tam, gdzie jest niewygodnie, niewygoda zaś wręcza umiejętności nabyte tylko tam - mówiła.
Film opowiada o wewnętrznej podróży, w której pustynia - kojarzona z samotnością, głodem i strachem - staje się miejscem dojrzewania. Przywołane w nim postacie baśniowe, między innymi Kopciuszek i mądra Wasylisa, pokazują, że prawdziwa przemiana często zaczyna się w trudnych momentach, z dala od tego, co bezpieczne i dobrze znane.
Dotykać świata, zamiast go zagłuszać
Po projekcji głos zabrał Józef Broda - multiinstrumentalista, pedagog, filozof, twórca instrumentów ludowych i popularyzator kultury Beskidów. Jego opowieść była pełna odniesień do natury, tradycji, relacji międzyludzkich i codziennych gestów, które mogą mieć głębsze znaczenie.
Artysta mówił o geście znanym w kulturach Wschodu, od Japonii po Chiny: zbieraniu dobra tego świata i przekazywaniu go drugiemu człowiekowi. Przywołał również słowa, które można potraktować jako przesłanie całego spotkania:
"Jestem, mam i dam. Daj drugiemu, nie trać ducha, bo nie jesteś sam".
Po wydarzeniu zapytaliśmy Józefa Brodę, czym jest dla niego wewnętrzna cisza.
- Cisza to jest zauważenie siebie samego. Wedle biblijnego powiedzenia: kochaj bliźniego jak siebie samego. Poprzez krzyk możesz nie zauważyć siebie samego i drugiego człowieka. I to jest początek, próg rozumienia siebie - odpowiedział.
W rozmowie powrócił również do wspomnień z dzieciństwa swojej córki, Katarzyny Brody-Firli. Jako cztero- czy pięcioletnia dziewczynka nie przepadała za śpiewaniem w grupie. Głośne wspólne muzykowanie było dla niej zbyt intensywne.
Rodzice znaleźli jednak sposób, by pozwolić jej rozwijać się we własnym tempie.
- Wówczas żona ubierała jej sukienkę, bluzeczkę i ona wybiegała na łąki. Tam była prawdziwa jej akademia. Dotykała kwiatów, bawiła się z nimi, tańczyła. Potem przyszedł moment oswojenia i dopiero weszła w grupę - wspominał Józef Broda.
Ta opowieść pokazała, jak ważne jest nieprzyspieszanie naturalnych procesów, szanowanie indywidualności i pozostawianie przestrzeni na własne odkrycia.
Zapytany o to, co chciałby, aby uczestniczki spotkania zabrały ze sobą do domów, mówił o relacji kobiety i mężczyzny, którzy mogą wzajemnie się wspierać i uzupełniać, nie tracąc przy tym własnej odrębności. Podkreślał znaczenie dobroci, ustępliwości, łagodności, przebaczenia i nadziei.
Cisza, która staje się przyjaciółką
Zwieńczeniem wieczoru był koncert Katarzyny Brody-Firli i Barta Pałygi - wiolonczelisty, multiinstrumentalisty oraz prekursora śpiewu gardłowego i alikwotowego w polskiej muzyce folkowej.
Dla Katarzyny Brody-Firli wspólne występy z ojcem mają szczególny wymiar. To właśnie Józef Broda był jej pierwszym nauczycielem i mistrzem.
- To jest zawsze dla mnie duża radość, bo od niego nauczyłam się tak wiele. To był mój pierwszy mistrz - mówiła artystka.
Wychowanie w beskidzkich wsiach i kontakt z muzyką źródłową ukształtowały jej podejście do śpiewu, ale również do życia. Najważniejsza okazała się autentyczność i szacunek do własnych korzeni.
- Nauczyła mnie, że warto być takim, jakim się jest. Nic nie udawać. Te ciotki, do których się chodziło, one nic nie udawały. Po prostu siadały i śpiewały. Rośliśmy w naturze, w poszanowaniu źródeł, wiemy, skąd są nasze korzenie. Ja wiem, kim jestem, i wiem, dokąd zmierzam - opowiadała.
Szczególnie poruszająco mówiła o własnej drodze do wewnętrznej ciszy. Ponad dwadzieścia lat temu postanowiła świadomie wrócić do doświadczenia ciszy znanego z dzieciństwa. Zaczęła regularnie praktykować samotne chwile bez muzyki, rozmów i codziennego zgiełku.
- Siadałam, wszystko było wyłączone, i byłam w ciszy. Sekundy wydawały się minutami. Tyle się dowiedziałam w ciszy o sobie, że jestem jej bardzo wdzięczna. Ona jest moją przyjaciółką. U mnie w domu bardzo często jest cisza. Z mężem lubimy po prostu w niej przebywać. Słychać, jak nam biją serca, i to lubimy najbardziej - wyznała.
Publiczność nagrodziła artystów gorącymi brawami i nie pozwoliła im zakończyć występu bez bisu. Na koniec pojawiła się również zapowiedź kolejnej okazji do spotkania z muzyką tradycyjną. Podczas ferii zimowych Katarzyna Broda-Firla poprowadzi warsztaty wokalne śpiewu białego.
Kultury, które czerpią od siebie
Wśród uczestników wydarzenia znalazła się także Żaneta Cwalina-Śliwowska, sekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, znana z propagowania kultury kurpiowskiej.
Zwróciła uwagę na znaczenie poznawania tradycji innych regionów Polski i otwartości na wzajemne inspiracje. Góralski śpiew biały był dla niej okazją do spojrzenia na polską kulturę z szerszej perspektywy.
- Nie wolno się zamykać tylko na swoją kulturę. Ona jest polska, ma różne odmiany w zależności od regionu, różne instrumenty, śpiew, strój, ale to nadal jest polskość. Oprócz tego, że dobrze znamy to, co nasze, warto też wiedzieć, co jest za miedzą. Kultury się przenikają i czerpią jedna z drugiej - podkreślała.
W spotkaniu uczestniczyli również przedstawiciele samorządu i lokalnych instytucji: Hubert Betlejewski, burmistrz Ostrowi Mazowieckiej, Adriana Rukat, sekretarz miasta, Mariusz Jasionek i Grzegorz Malec z Zarządu Zakładu Gospodarki Komunalnej, Monika Tymińska, prezes Banku Spółdzielczego w Ostrowi Mazowieckiej, Marcin Maliszewski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, oraz Artur Lis, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Łochowie.
Wieczór, który zostaje w pamięci
Spotkanie w Galerii Sztuki Jatki zaczęło się od opowieści o listku, na którym Józef Broda zagrał podczas spotkania w Koniakowie. Zakończyło się muzyką, rozmową i refleksją nad tym, jak wiele można usłyszeć, kiedy na chwilę przestajemy mówić.
Wydarzenie pokazało, że cisza nie musi oznaczać pustki. Może być przestrzenią bliskości, poznawania siebie, odzyskiwania równowagi i dostrzegania piękna w pozornie zwyczajnych rzeczach. Czasem wystarczy listek, odrobina uważności i człowiek, który potrafi pokazać, że świat brzmi znacznie bogaciej, niż nam się wydaje.
Zadanie publiczne współfinansowane ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego.
Czarodziej z Koniakowa zaczarował Jatki. Wieczór pełen muzyki, ciszy i refleksji (29.10.2026)
Ilość zdjęć w albumie: 26







Komentarze
Komentarze publikowane pod artykułami są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.