Debata miała charakter wielowątkowy: finansowy, społeczny, organizacyjny, a momentami również światopoglądowy. Padały twarde liczby, ale i osobiste świadectwa. Burmistrz przekonywał o konieczności odpowiedzialnego zarządzania budżetem i przygotowania miasta na "armageddon demograficzny". Rodzice apelowali o czas i szansę na przejęcie szkoły przez resort kultury. Radni dzielili się na tych, którzy mówili o błędach przy tworzeniu placówki, oraz tych, którzy przestrzegali przed pochopnym wygaszaniem inicjatywy.
Demografia jako fundament argumentacji burmistrza
Burmistrz Hubert Betlejewski rozpoczął swoją prezentację od sytuacji demograficznej w mieście. Nie była to wyłącznie wzmianka, lecz rozbudowana analiza roczników, trendów i skutków finansowych.
W trakcie wystąpienia padły konkretne dane. - 2020 rok to jest 188 urodzeń. 2025 - 112 - mówił burmistrz. - 40% mniej dzieciaków w naszym mieście rodzi się w tej chwili. Też dostałem dane ze stycznia. W styczniu w Ostrowi urodziło się sześcioro dzieci. Możecie państwo sobie zdawać sprawę, w jakim jesteśmy miejscu - doprecyzował.
Włodarz miasta zestawił dane o urodzeniach z liczbą uczniów kończących szkoły podstawowe i tych, którzy w kolejnych latach będą do nich wchodzić. - W tym roku mamy jeszcze nadwyżkę dzieciaków, około 23 dzieci więcej przyszło do pierwszych klas, niż opuściło w ósmych. Ale co się dzieje następnie? - pytał retorycznie Betlejewski.
Wedle wszelkich szacunków w kolejnych latach analiza roczników pokazuje wyraźny trend spadkowy. - To oznacza, że po pierwsze ogromnie zmniejszą nam się pieniądze z potrzeby oświatowej - kontynuował burmistrz. - Po drugie, tutaj chodzi też o ratowanie nauczycieli z ostrowskich szkół podstawowych, bo tutaj widzimy jakie są spadki - mówił.
Kulminacją tej części była jednoznaczna konstatacja. - Jak się patrzy, co będzie za trzy, cztery, pięć lat i co może się stać - w połączeniu z tą demografią, którą państwu przedstawiłem - mamy armageddon demograficzny. Te określenie wyznaczyło ton dalszej dyskusji.
Burmistrz podkreślał, że spadek liczby mieszkańców to nie tylko problem edukacyjny, ale strukturalny dla finansów miasta. - Widzicie państwo, bo w tej chwili dochody jednostek samorządu terytorialnego są oparte przede wszystkim na wpływie z PIT-u, w udziale z PIT-u i CIT-u, czyli z podatku od osób fizycznych. To jest największa część budżetu. Te osoby, które znikną nam jako mieszkańcy, to będzie powodowało to, że będziemy mieli bardzo duże spadki w dochodach z tego podatku - tłumaczył Betlejewski.
W odpowiedzi na późniejsze głosy radnych wskazujących, że szkoła muzyczna ma charakter elitarny i niewielką skalę finansową w porównaniu z całym budżetem, burmistrz akcentował, że decyzje trzeba analizować w perspektywie wieloletniej, a nie rocznej.
Koszt szkoły muzycznej nie pomaga finansom miasta
Drugą osią argumentacji były finanse. Burmistrz wskazywał na dynamiczny wzrost wydatków oświatowych. - Wytyczne na oświatę, drodzy państwo. To też jest wykres, który przedstawia, jak rosły wydatki od 2023 roku. Mamy 38 milionów niecałych. Plan na 2026 - 58 milionów. To są ogromne koszty - mówił burmistrz.
Betlejewski podkreślił, że przy rosnących kosztach energii, wynagrodzeń i utrzymania infrastruktury każda nowa jednostka organizacyjna zwiększa presję budżetową. - Tutaj przedstawiamy wydatki szacunkowe na szkołę muzyczną, tak jak projektujemy, to będzie w tym 2030 roku koszt szkoły 2 miliony 900 do 3 miliony - prognozował.
Jednocześnie burmistrz stanowczo zaprzeczał, jakoby decyzja była wymierzona w uczniów. - Moi państwo, my nie likwidujemy szkoły. My chcemy chronić uczniów przed upadkiem tej szkoły w przyszłości - argumentował. - Ryzykujemy sytuację, w której szkoła zostanie zamknięta nagle w trakcie cyklu kształcenia. Na to jako burmistrz nie mogę się zgodzić, bo w tej całej sytuacji najważniejsze są dzieci - podkreślał Betlejewski. - Proponowana uchwała jest działaniem odpowiedzialnym, zabezpiecza uczniów, porządkuje sytuację formalną i daje nam możliwość dalszych rozmów z resortem, daje nam czas na działania - twierdził włodarz w odpowiedzi na zarzut, że wygaszanie jest faktyczną likwidacją.
Gminy korzystają, ale nie płacą
W dalszej części dyskusji Hubert Betlejewski odniósł się do kwestii finansowania usług miejskich przez osoby spoza miasta. - Musimy sobie zdać sprawę, że że nasze jednostki typu MOSiR, MDK, generalnie wszystkie jednostki w Ostrowi, ponoszą dodatkowe koszty z powodu realizowania tych zasad, tych usług, które powinny należeć np. do gmin ościennych. Tak trochę liczyliśmy jak to wygląda procentowo we wszystkich naszych organizacjach, które zajmują się organizacją takiego życia dla mieszkańców, to 35% - czy to są kluby sportowe, czy to jest szkoła muzyczna, czy to jest Uniwersytet Trzeciego Wieku, to mamy 35% osób spoza granic naszego miasta i my to finansujemy jako miasto - zaznaczył burmistrz.
- To jest po prostu niesprawiedliwe i tutaj może rzeczywiście są pieniądze na zadania takie jak powinniśmy realizować, np. szkoły muzyczne- stwierdził. Wskazał również przykład MOSiR-u. - Z tego co pamiętam, ale nie chcę państwa wprowadzić w błąd, 35% z 7 milionów, jakieś 2,5 mln zł samego MOSiR-u uważam, że okoliczne samorządy powinny nam dołożyć.
Radni między odpowiedzialnością a wątpliwościami
Jednym z pierwszych radnych, który zabrał głos, był Krzysztof Swaczyna, przypominając okoliczności powstania szkoły. - Samorządowa Szkoła Muzyczna działa dopiero od półtora roku i od samego początku była bardzo trudnym przedsięwzięciem. W poprzedniej kadencji rady, przy tworzeniu szkoły popełniono błędy organizacyjne. Nie przygotowano odpowiedniego zaplecza lokalowego i stabilnego finansowania. Pytania ówczesnych radnych o długotrwałe skutki finansowe przedsięwzięcia skierowane do poprzedniego burmistrza pozostały bez odpowiedzi. Uchwała powołująca szkołę została podjęta bez tej bardzo ważnej informacji, a dziewięcioro radnych w głosowaniu nie poparło utworzenia tej szkoły - rozpoczął.
Swaczyna, który sam od wielu lat zaangażowany jest w prowadzenie Społecznej Szkoły Muzycznej, przedstawił wiele problemów, z jakimi może spotkać się taka placówka. - Nauka w szkole muzycznej to jest w przewadze nauka indywidualna. Nauczyciel - uczeń. A koszt kształcenia jednego ucznia w publicznej szkole muzycznej to kwota niebagatelna, prawie 2.200 zł miesięcznie. Nie przewidziano odpowiedniej ilości i jakości sal, aby ta szkoła mogła prawidłowo funkcjonować. Dla sześciu roczników będzie potrzebnych co najmniej 15 sal. Na razie jest pięć i już są problemy. Potrzebna jest szkole również odpowiednia sala koncertowa. Doskonale o tym wiem, bo zlikwidowano mi taką kiedyś salę koncertową, którą mieliśmy jako szkoła muzyczna w Ostrowi. Odpowiednia sala koncertowa to podstawa, a co zrobiono? Zorganizowano prowizorycznie salę, którą trudno nazwać koncertową. Państwo doskonale, rodzice, wiecie jak ta sala wygląda - mówił radny. W jego ocenie problem nie dotyczył samej szkoły, lecz sposobu jej wdrożenia.
Radny Łukasz Chojnowski odnosił się do ciężaru decyzji. - Są dwie strony medalu. Nikt z nas nie chce skrzywdzić dzieci. To jest na pewno gwarancja tego od każdego radnego - mi się wydaje - tutaj na tej sali. Nie chodzi tu o skrzywdzenie kogokolwiek. Przede wszystkim dostosowanie pewnych potrzeb do sytuacji. To jest najważniejsza sprawa i rozwiązać ten problem jak najlepiej, jak najtaniej, jak najbardziej przyzwoicie się da. To jest bardzo ciężkie podjąć decyzję dzisiaj na tej sali.
Następnie przedstawił pytanie, które dostał od jednego z mieszkańców. - Teraz wpadło pytanie do mnie, od jednego rodzica. "To ja od 10 lat co miesiąc płacę - było 120, 140, 160, 180 zł - i wy w tamtym roku mieliście problem przyznać nam 60.000 zł, a dzieciaków jest pięćset. Pięćset dzieciaków, których gra w piłkę, takich małych dzieci, a tutaj tak o wydajecie bańkę na 58 osób". Też zrozumcie nas, że my musimy też rozmawiać ze wszystkimi naszymi mieszkańcami Ostrowi Mazowieckiej, szczególnie naszego miasta. To nie chodzi już o gminy, które tak jak pan burmistrz już powiedział, że powinny w jakiś sposób też partycypować w kosztach, czego bardzo byśmy chcieli, ale niestety współpracy nie ma żadnej. Dosłownie żadnej- mówił Chojnowski.
Radny zwracał się do rodziców. - Zrozumcie nas. To nie jest łatwe podejmowanie żadnych decyzji w mieście - zakończył.
Krzysztof Laska z kolei apelował o wstrzymanie decyzji. - Państwo radni, ja chciałem zadać na początku takie pytanie. Gdzie my się tak śpieszymy? Gdzie nam się tak śpieszy, żeby utrącić coś, co rodziło się w bólach? - rozpoczął. - To w nawiązaniu do pani z widowni, my też zdawaliśmy sobie sprawę, że organizacja takiej szkoły to nie jest rzecz prosta. Żeby dostąpić zaszczytu finansowania, trzeba tą szkołę przeprowadzić w granicach trzech lat. I my sobie z tego zdawaliśmy sprawę - mówił w nawiązaniu do tego, co działo się w poprzedniej kadencji rady.
- Dla ciągłości sprawy trzeba stwierdzić, że przy głosowaniu o powołaniu tej szkoły nie było ani jednego głosu przeciwnego. Czyli można założyć, że wszyscy byli praktycznie za, ale trochę część się bała. No bo wstrzymanie się to nie jest głos, który decyduje o czymkolwiek, ale decyduje o powodzeniu lub też nie - stwierdził. Ta wypowiedź poniosła się hukiem po sali, a część radnych zarzuciła Lasce hipokryzję, bo ten w obecnej kadencji często wstrzymuje się w ważnych głosowaniach.
Następnie zaapelował o jeszcze jeden rok działalności szkoły. - Jeszcze mamy co najmniej rok, bo ja uważam, że w ciągu tego roku nabędzie się takie przekonanie, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie przejdzie koło tego tematu obojętnie z uwagi na to, że zaangażowało się w tą sprawę dużo ludzi - zakończył.
"Dajcie szansę tej szkole"
Rodzice uczniów uczęszczających do Samorządowej Szkoły Muzycznej byli obecni na sali obrad, tak jak licznie gromadzili się na poprzednich spotkaniach w sprawie placówki. Chętni mogli zabrać głos, dla zachowania porządku obrad, naprzemiennie z radnymi.
Jedną z przemawiających była aktorka Joanna Jabłczyńska, której dziecko uczęszcza do omawianej szkoły. - Dzień dobry, ja nie mam przygotowanego wcześniej swojego wystąpienia, więc może być trochę chaotycznie, ale bardzo szczerze. Ja nie znam państwa. Ja nie jestem z Ostrowi, więc nie wiem w czyje oczy spojrzeć. Chciałabym się zapytać... Znaczy wiem, bo sprawdziłam sobie listę, że osoby, które głosowały za powstaniem szkoły muzycznej, nadal w tej radzie są. Ja oczywiście popieram to, że trzeba odpowiedzialnie podejmować decyzje, szczególnie jeżeli one się wiążą z znacznymi wydatkami, ale to po części państwo podjęli tę decyzję i również dla mnie jest to niezrozumiałe, jak można ją było podjąć bez ustalenia lokalizacji, która by mogła spełniać wymagania takiej szkoły i bez budżetu - rozpoczęła.
- Rodzice, a przede wszystkim dzieci, które się zdecydowały na naukę w tej szkole, zrobiły to w dobrej wierze, oczywiście nie wiedząc tego, że nie ma tego budżetu, czy też są problemy lokalizacyjne. Kolejna rzecz, ja nie mieszkam w Ostrowie, mieszkam nawet w innym powiecie, ale chcę powiedzieć, że oferta edukacyjna danego miasta przyciąga zdecydowanie rodziców, którzy mają dzieci i oni tutaj chętnie zostawiają wówczas pieniądze, kupując nieruchomości, prowadząc tutaj swoje biznesy, więc wkładają pieniądze do ogólnego budżetu miasta, nawet jeżeli nie widnieją te dzieci jako mieszkańcy tego miasta, bo miasto właśnie wtedy przyciąga nie tylko dzieciaki, ale też rodziców, którzy tak jak wspomniałam, zostawią tutaj pieniądze - argumentowała Jabłczyńska.
Wskazała również na ryzyko kadrowe. - Nauczyciele do szkoły muzycznej dojeżdżają. Właściwie chyba nikt nie mieszka w Ostrowi Mazowieckiej z nauczycieli, a dojeżdżają z bardzo daleka. Jeżeli nie będą mieli zapewnionych dodatkowych godzin, oni po prostu zrezygnują, więc nie jest prawdą, że jest zagwarantowane to, że dzieciaki, które obecnie się uczą w tej szkole muzycznej będą mogły dokończyć ten cykl nauki, bo nie będzie miał ich kto uczyć - mówiła. To był kontrargument wobec zapewnień o bezpiecznym wygaszaniu. Również inni rodzice podnosili, że nauczyciele - zatrudnieni w niepełnym wymiarze - mogą odejść, jeśli nie otrzymają stabilnych warunków.
Aktorka mówiła wprost, że wygaszenie naboru osłabia pozycję miasta w rozmowach z ministerstwem. - Wczoraj byłam osobiście na spotkaniu w Ministerstwie Kultury i rzeczywiście chcę powiedzieć, że było bardzo pozytywne (...) Wygaszenie tej najbliższej rekrutacji nie powiem, że unicestwia możliwości rozmowy z Ministerstwem Kultury, ale na pewno osłabia pozycję negocjacyjną z Ministerstwem Kultury i zostało to wyraźnie na wczorajszym spotkaniu powiedziane, że zdecydowanie ministerstwo by bardziej przychylnie spojrzało na szkołę, która ma więcej niż te dwa lata, trzy, cztery, która nie ma tej dziury, jeżeli chodzi o rekrutację - zaznaczyła.
W tej części pojawił się wyraźny apel. - Ja państwa osobiście proszę, że jeżeli nawet taka uchwała by miała być głosowana, to nie w tym roku. Dajcie szansę tej szkole. Są duże szanse na to, żeby Ministerstwo Kultury rzeczywiście przejęło tę szkołę, ale wygaszenie tej najbliższej rekrutacji, tak jak wspomniałam, osłabia takie możliwości - raz jeszcze podkreśliła aktorka.
- Na koniec powiem tak już bardzo prywatnie. Ja sama zaczynałam jako ośmiolatka, czyli właśnie w takim wieku, w jakim są te dzieciaki. Gdyby wtedy ktoś mi nie dał szansy, nie zrobiłabym tego, co do tej pory mi się udało i naprawdę czym skorupka za młodu nasiąknie... Znają państwo to przysłowie. Dajmy szansę tym dzieciakom, a naprawdę również miasto na tym zyska - apelowała.
Przejęcie przez ministerstwo warunkiem kluczowym
Burmistrz Hubert Betlejewski odniósł się do kwestii Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. - Pan poseł Mariusz Popielarz umówił mnie w następnym tygodniu na rozmowę z panią minister Cieńkowską i z panem ministrem Wróblem, gdzie będziemy dalej kontynuowali rozmowy na temat tej szkoły. Też obiecałem rodzicom, że jeżeli będzie taka możliwość i będzie zgoda ministra, na te spotkanie zabiorę jednego z waszych przedstawicieli - poinformował włodarz.
Następnie złożył publiczną deklarację. - W razie pojawienia się zgody ministerstwa na przyjęcie szkoły uchylimy uchwałę i przeprowadzimy nabór do następnej klasy w tej szkole - mówił.
Włodarz podkreślił jednak, że nie może opierać się na deklaracjach ustnych. - Jeszcze raz podkreślam, nie mogę się opierać na hipotetycznych obietnicach i na rzeczach wypowiedzianych. Muszę wiedzieć na czym stoimy, bo jeszcze raz chcę podkreślić - odpowiadamy za budżet miasta, za finanse miasta. Chcę podkreślić, że to są finanse publiczne i nie możemy działać w sposób chaotyczny. Z uchwałą, którą dzisiaj będziemy głosowali, to jest uchwała intencyjna i ona w razie dobrej decyzji i w razie dobrych rozmów z Ministerstwem Kultury, może być przez radę bez problemu usunięta i ja będę do tego dążył.
- Ja jeszcze raz państwu chcę powiedzieć, że ja o tą szkołę i wasze dzieciaki będę walczył, żeby szkoła dostała takie fundamenty finansowe, które pozwolą na działalność w perspektywie kilkudziesięciu lat. Stabilność to jest podstawa i wszystko robię w w tym kierunku - zapewnił burmistrz Betlejewski.
Ustawa przeszła, emocje nie opadły
XX sesja Rady Miasta Ostrów Mazowiecka pokazała zderzenie dwóch racji: rachunku ekonomicznego i rachunku społecznego. Z jednej strony - twarde dane o spadku liczby mieszkańców, rosnących kosztach i konieczności bilansowania budżetu. Z drugiej - 54 uczniów, ich rodzice, nauczyciele i wizja kulturotwórczej roli szkoły. W trakcie sesji wielokrotnie powtarzano, że "w tej całej sytuacji najważniejsze są dzieci".
Ostatecznie spór nie dotyczył wyłącznie jednej placówki, lecz kierunku rozwoju miasta w warunkach depopulacji oraz sposobu zarządzania ryzykiem finansowym w perspektywie wieloletniej.
Obrady pokazały trud decyzji samorządowych, podejmowanych w cieniu "armageddonu demograficznego", pod czujnym okiem mieszkańców, którzy oczekują, że miasto będzie nie tylko bilansować budżet, lecz także inwestować w kulturę i przyszłość najmłodszych.







Komentarze
Komentarze publikowane pod artykułami są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.