Patriotyczny gest czy formalna samowola?
W 2018 roku cała Polska świętowała setną rocznicę odzyskania niepodległości. Samorządy w całym kraju podejmowały rozmaite inicjatywy upamiętniające - od uroczystych sesji rad gmin, przez sadzenie "dębów wolności", po wznoszenie pomników, obelisków i tablic pamiątkowych. Małkinia Górna również włączyła się w tę ogólnopolską falę patriotycznych gestów. Na placu przed Zakładem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, wtedy jeszcze bezimiennym, stanął obelisk mający upamiętniać historyczny moment z 1918 roku.
Uroczystość odsłonięcia pomnika miała charakter oficjalny. Uczestniczyli w niej ówczesne władze gminy, radni, mieszkańcy. Wydarzenie wpisywało się w podniosły klimat jubileuszowego roku i nie budziło wówczas żadnych publicznych kontrowersji.
Jak się jednak okazało po latach, przy wznoszeniu pomnika pominięto kluczową procedurę prawną. Zgodnie z art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy z dnia 8 marca 1990 o samorządzie gminnym, wznoszenie pomników na terenie gminy należy do wyłącznej kompetencji rady gminy i wymaga podjęcia stosownej uchwały. Przepis ten ma charakter bezwzględnie obowiązujący i oznacza to, że żaden inny organ gminy (w tym wójt, burmistrz czy prezydent miasta) nie może samodzielnie zdecydować o postawieniu pomnika. Jest to jedno z uprawnień, których rada gminy nie może delegować ani pominąć.
W przypadku głośnego pomnika z okazji stulecia odzyskania niepodległości - wedle obecnych władz gminy - taka uchwała nigdy nie została podjęta. Pomnik powstał więc niejako "poza systemem",- jako inicjatywa zrealizowana z pominięciem obowiązujących procedur ustawowych. Fakt, choć przez lata niezauważany lub ignorowany, stał się jednym z kluczowych argumentów przemawiających za koniecznością uregulowania sytuacji.
Problemy formalne nie kończyły się na braku uchwały rady. Jak wynika z komunikatu urzędu, po trzech latach od posadowienia pomnika podjęto próbę uregulowania jego statusu w Starostwie Powiatowym w Ostrowi Mazowieckiej, organie odpowiedzialnym za nadzór architektoniczno-budowlany. Jednak, jak stwierdzono w analizie technicznej przeprowadzonej przez obecne władze, zgłoszenie opierało się na informacjach niezgodnych z rzeczywistością.
- Przeprowadzona przez Urząd szczegółowa analiza dokumentacji wykazała, że przedmiotowy pomnik został posadowiony z pominięciem obowiązujących procedur ustawowych. Rada Gminy Małkinia Górna nigdy nie podjęła uchwały o wzniesieniu tego pomnika, co zgodnie z art. 18 ust. 2 pkt 13 ustawy o samorządzie gminnym jest warunkiem koniecznym. Co więcej, próba późniejszego uregulowania statusu obiektu w Starostwie Powiatowym została podjęta dopiero po trzech latach od jego posadowienia i - jak wynika z analizy technicznej - została oparta na informacjach niezgodnych ze stanem faktycznym. Obiekt zgłoszono jako "skałę bez fundamentu, na której zostanie zamieszczona tablica pamiątkowa", podczas gdy w rzeczywistości zastosowano trwale połączenie z gruntem i nie zamieszczono tablicy. Takie działanie nie tylko nie naprawiło braków formalnych, ale wprowadziło organy administracji architektoniczno-budowlanej w błąd, co czyniło dalsze pozostawienie obiektu w tym miejscu niemożliwym do zaakceptowania przez obecne władze gminy - można przeczytać w oficjalnym komunikacie.
Fragment komunikatu odsłania istotny problem: nie tylko brakowało uchwały rady, ale dodatkowo próba legalizacji obiektu w trybie prawa budowlanego została przeprowadzona - zdaniem obecnych władz - w sposób nierzetelny. Opisanie pomnika jako "skały bez fundamentu" najprawdopodobniej miało na celu uproszczenie procedury (skała nie wymagałaby pozwolenia na budowę, a jedynie zgłoszenia), jednak w rzeczywistości obiekt był trwale połączony z gruntem, co kwalifikowałoby go jako budowlę w rozumieniu prawa budowlanego, wymagającą pełnej procedury. Dodatkowo zapowiedziana tablica pamiątkowa nigdy nie została zamieszczona.
Dwa uzasadnienia, jedno działanie
XXVIII sesja Rady Miejskiej Małkinia Górna stała się naturalnym forum, na którym spór o pomnik mógł zostać przeniesiony z przestrzeni internetowej na grunt instytucjonalnej debaty. Właśnie podczas tej sesji padły najważniejsze wypowiedzi, które pozwalają zrekonstruować stanowiska poszczególnych stron.
Dyskusję na sesji zainicjował radny Zbigniew Nietubyć, który w poprzedniej kadencji pełnił funkcję przewodniczącego rady gminy. Nietubyć nie tylko domagał się wyjaśnień, ale też sformułował konkretny wniosek. - Sprawa pomnika upamiętniającego rocznicę odzyskania niepodległości, którego temat jest trochę mocno dyskutowany w mediach społecznościowych. Kilka informacji myślę, że na sesji ze strony pana burmistrza powinno paść. Jeżeli pan zechciałby się odnieść do tego, dlaczego bez konsultacji rady zostało uczynione to, co zostało uczynione. I mój wniosek jest taki, żeby przygotować, nie wiem, czy poprzednią lokalizację, czy nową tegoż pomnika i go posadowić na nowo - dociekał radny, który nie koncentrował się wyłącznie na krytyce, ale proponował rozwiązanie: przygotowanie lokalizacji i ponowne postawienie pomnika.
Jednym z zastanawiających aspektów całej sprawy jest chronologia wydarzeń. Jak wynika z wypowiedzi burmistrza Dariusza Rafalika na sesji rady, demontaż pomnika nastąpił około pół roku przed wybuchem medialnej burzy. Oznacza to, że przez wiele tygodni usunięcie pomnika z przestrzeni publicznej nie wzbudziło szerszego zainteresowania. - Drodzy państwo, ja nie wiem czy państwo wiecie, kiedy pomnik został zdemontowany? Pół roku temu. A kiedy państwo zauważyliście albo widzicie ten szum medialny? Trzy tygodnie temu - burmistrz sam zwrócił na to uwagę podczas sesji.
Urząd miejski w swoim komunikacie przedstawił demontaż jako działanie o charakterze porządkowym, podyktowane koniecznością zakończenia stanu niezgodności z prawem. Podkreślono przy tym, że wszystkie elementy pomnika zostały zabezpieczone. - Decyzja o demontażu i zabezpieczeniu elementów pomnika była podyktowana koniecznością zakończenia stanu niezgodności z prawem. Działania te miały charakter porządkowy: Mienie zostało zabezpieczone: Wszystkie elementy obiektu zostały zdemontowane z należytą starannością i są obecnie zmagazynowane w zasobach gminy. Zaprzeczamy informacjom o rzekomej likwidacji, zniszczeniu lub kradzieży mienia publicznego. Prace wykonano w ramach rutynowych działań służb gminnych odpowiedzialnych za utrzymanie terenów zielonych i mienia komunalnego - można przeczytać w komunikacie.
Na sesji rady burmistrz Rafalik rozwinął wątek, wskazując na dodatkowy powód - urbanistyczny. Jak stwierdził, pomnik nie pasował do zagospodarowania placu, który w międzyczasie przeszedł pewne przemiany, m. in. nadano mu oficjalne imię, odsłonięto inny pomnik. - Pomnik natomiast został zdemontowany dlatego, że porządkowaliśmy plac. Jak pamiętacie państwo, nadawaliśmy imię temu placowi, otworzyliśmy tam pomnik. On po prostu tam, urbanistycznie nam nie pasował - powiedział burmistrz.
Warto zwrócić uwagę na pewną dwoistość w argumentacji władz gminy. Z jednej strony w oficjalnym komunikacie akcentowano przede wszystkim aspekt prawny - brak uchwały rady, nieprawidłowe zgłoszenie w starostwie, niezgodność ze stanem faktycznym w dokumentacji. Z drugiej strony na sesji rady burmistrz wskazywał raczej na powody urbanistyczno-estetyczne - pomnik "nie pasował" do nowej aranżacji placu.
Podwójna argumentacja mogła paradoksalnie osłabić przekaz władz. Krytycy mogli bowiem pytać: czy demontaż był motywowany troską o praworządność, czy raczej upodobaniami estetycznymi obecnej ekipy? Sam burmistrz zdawał się dostrzegać tę niespójność. - Niemniej jednak, to się okazało w trakcie, bo nie chodziło o to, że to był powód usunięcia pomnika, to nie był powód braku uchwały. Oczywiście, te sprawy też trzeba uregulować. Trzeba, bo wiecie, porządek musi być. My już któryś haczyk taki odkrywamy po poprzednich władzach - stwierdził Rafalik.
"Burmistrz ukradł pomnik"
Gdy po kilku miesiącach od demontażu sprawa trafiła na portale społecznościowe, reakcje były gwałtowne i w dużej mierze negatywne dla władz gminy. Mieszkańcy Małkini Górnej i nie tylko zaczęli formułować oskarżenia o "kradzież pomnika", "likwidację upamiętnienia", a nawet "zdradę pamięci narodowej". W sieci pojawiły się apele o interwencję prokuratury.
- Widzicie państwo co się dzieje? "Burmistrz ukradł pomnik". Ja pytam komu? My jesteśmy jego właścicielem. My, jako urząd miejski, jesteśmy właścicielem tego obelisku. Ja go nikomu nie ukradłem, nie zamierzam nic kraść. Wróci on w swoje zaszczytne miejsce, które pewnie państwo nam pomożecie wskazać, my państwa zapytamy, pewnie o tym porozmawiamy - odniósł się do zarzutów Dariusz Rafalik.
Włodarz gminy odniósł się również do skali negatywnych emocji, które jego zdaniem przekroczyły granice merytorycznej krytyki. - Sprawa dzieje się tak dynamicznie i tak szybko, tak się nakręca społeczeństwo w Małkini, obraca się przeciwko burmistrzowi, że my nie zdążyliśmy do tego momentu przygotować dokumentacji. Zacznijmy od dokumentacji, zaczynamy porządkowanie dokumentów. Czym one się zakończą? Zobaczymy. Tam wnioski, wiecie, do prokuratora będą burmistrza oddawać. Ile w ludziach jest złości, nienawiści, hejtu... Ja nie będę już tego oceniał, już państwu o tym mówiłem - zakończył burmistrz. - Na najbliższej sesji będziemy państwa informować, co z tym robimy - uzupełnił.
Ponadto, burmistrz przeszedł do zasadniczej argumentacji, wchodząc w retorykę z radnym. - Pan radny Nietubyć zadał tutaj pytanie odnośnie chodnika, czy były konsultacje odnośnie demontażu jego, prawda? To ja mam pytanie w drugą stronę do pana radnego. Pan radny wówczas był przewodniczącym rady. Czy pan przewodniczący ówczesnej rady pamięta, że podejmowaliście państwo uchwałę odnośnie postawienia tego pomnika? Pan uczestniczył w oficjalnym otwarciu, mamy te zdjęcia z tamtego okresu. Wiecie państwo, że żeby postawić jakikolwiek pomnik, powinna być uchwała rady gminy. Pan wtedy, jako przewodniczący, panie radny, powinien był dopilnować tego, żeby taka uchwała była. Nie powinniście państwo byli pozwolić na to, żeby bez uchwały, bez konsultacji, żeby taki pomnik postawić - odbił piłeczkę włodarz gminy.
Burmistrz Rafalik wzmocnił swoją argumentację, odwołując się do przykładów prawidłowo postawionych pomników w gminie, w tym tych wzniesionych za jego kadencji - Drodzy państwo, pamiętacie, myśmy postawiliśmy dwa pomniki za naszej kadencji, na oba były podjęte uchwały. Mówicie państwo w mediach społecznościowych. Drodzy państwo, czytacie, widzicie co się dzieje. Zapytanie jest, czy będziemy usuwać następne pomniki. Drodzy państwo, na wszystkie pomniki są uchwały odpowiednie, łącznie z pomnikiem Solidarności, który został przeniesiony z ul. Nurskiej, ul. Nurskiej i Piasków. Na wszystkie dokumenty są, niestety na ten uchwały nie ma - tłumaczył burmistrz.
Radny Nietubyć bronił się, wskazując na rozróżnienie między udziałem w uroczystości, które może wynikać z obowiązków protokolarnych, a poparciem merytorycznym dla danej decyzji. - Panie burmistrzu, żeby to było transparentnie, to myślę, że to trzeba było zakomunikować wcześniej, że coś takiego będzie i wtedy nie byłoby tego szumu. A po drugie, jeżeli pan raczył odszukać zdjęcia archiwalne, gdzie ja jestem na zdjęciu - owszem, panie burmistrzu, teraz jakby uchwała została podjęta przez radnych, nawet przewodniczący, jak byłby przeciwko jakiejś uchwale i jakby składał kwiaty w delegacji razem z panem, to oznaczałoby, że on jest za tą uchwałą? Nie. Proszę, jeżeli pan już taki chce być skrupulatny, to proszę odszukać protokoły z komisji, bądź protokoły z sesji, tam jest moje stanowisko w tej sprawie - odpowiadał Zbigniew Nietubyć.
Mimo napięć, dyskusja na sesji zakończyła się w konstruktywnym tonie. - Szanowni państwo, żeby to wyciszyć, tę sprawę i żeby uporządkować, tak jak pan mówi, to myślę, że najlepszym sposobem będzie podjęcie uchwały i postawienie tego pomnika w godnym miejscu na terenie Małkini - podsumował Nietubyć.
- Na najbliższej sesji będziemy państwa informować, co z tym robimy - odparł burmistrz.
Co dalej z pomnikiem?
Zarówno urzędowy komunikat, jak i wypowiedzi burmistrza na sesji rady wskazują na wolę przywrócenia pomnika. Dariusz Rafalik zapowiedział, że na kolejnej sesji rady zwróci się o podjęcie stosownej uchwały.
- Myślę, że zwrócimy się tutaj do wysokiej rady, poprosimy państwa na następnej sesji taką uchwałę - jeśli oczywiście zdążymy do następnej sesji dokumentacyjnie uporządkować wszystko - na następnej sesji będziemy, drodzy państwo, prosili państwa o wsparcie, o pomoc, żeby ten pomnik został ustanowiony - mówił.
Dalszy los pomnika zależy przede wszystkim od rady miejskiej. To radni muszą podjąć uchwałę w sprawie wzniesienia pomnika, określając jego lokalizację, formę i źródła finansowania. Bez takiej uchwały żadne działania nie mogą zostać podjęte, a wynika to wprost z ustawy o samorządzie gminnym.
Nie można jednak wykluczyć komplikacji. Po pierwsze, konieczne jest uporządkowanie dokumentacji - jak przyznał sam burmistrz, prace w tym zakresie dopiero się rozpoczęły. Po drugie, ponowne postawienie pomnika będzie wymagało nie tylko uchwały rady, ale też odpowiednich procedur budowlanych (zgłoszenie lub pozwolenie na budowę). Po trzecie, może pojawić się kwestia lokalizacji - burmistrz sugerował, że pomnik mógłby stanąć w innym miejscu niż dotychczas, co może wywołać kolejną debatę.
Wreszcie, nie można wykluczyć, że sprawa zyska wymiar prokuratorski. Burmistrz sam wspomniał o wnioskach do prokuratora ze strony mieszkańców. Choć wydaje się mało prawdopodobne, by prokuratura postawiła burmistrzowi zarzuty z tytułu demontażu obiektu postawionego bez wymaganej - jak twierdzi obecna władza - uchwały, samo złożenie zawiadomienia mogłoby skomplikować i wydłużyć cały proces.





Komentarze
Komentarze publikowane pod artykułami są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
Właściciel portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.